Granice
Relacja z pierwszego dnia festiwalu.

Granice

Kiedy Rafał Zawierucha, przewodniczący międzynarodowego jury, wspomniał podczas ceremonii otwarcia na prawie anegdoty, że jest absolwentem warszawskiej Akademii Teatralnej, poniekąd określił się jako „nasz”. I nie ma w tym nic niezwykłego. Tak poruszamy się po świecie – żeby łatwiej rozumieć kim sami jesteśmy, wyznaczamy mniej lub bardziej widoczne podziały. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że ktoś na stawianiu wartościujących granic chce ubić interes. My i Oni. Swoi i Obcy. Ja i Inny. Spotykamy się z tego typu myśleniem niemal na każdym kroku. Tak się złożyło, że oba pokazane pierwszego dnia festiwalu spektakle konkursowe poruszyły podobny temat: zagrożenia, gdy dzielenie ludzi na „lepsze” i „gorsze” kategorie staje się określającą społeczeństwo zasadą.

Skąd kakao w ten wojenny czas?”

W teatrze Agaty Dudy-Gracz wszystko jest przesadzone. Tytuły są barokowo rozbudowane. Nie ma klasycznego początku i końca. Kolory są jaskrawe i intensywne. Aktorzy grają na dużym diapazonie emocji; ponadto niemal zawsze występuje cały zespół. Mówią językiem rozdmuchanym, grafomańskim i niejednokrotnie wulgarnym. Tego typu gruba warstwa ekspresyjnych środków może sama w sobie zająć całą uwagę widza. Wystarczy jednak przyjrzeć się dokładniej i odrobinę jej zeskrobać, żeby zobaczyć, że to tylko powierzchnia, pod którą istnieje świat wcale nie aż tak odległy. W którym rządzą wybuchy dobrze znanych emocji i namiętności.

Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o wojnie trojańskiej to wycieczka, w której zostajemy zabrani pod mury oblężonej Troi. Kierowani przez boginię Fortunę (Maja Szopa) poznajemy znanych z mitologii antycznych bohaterów i herosów (chociaż w tym przypadku luźną inspiracją był Troilus i Kressydą, mało znany i jeszcze mniej wystawiany dramat Williama Shakespeare’a). Wrogie armie są jasno podzielone: Grecy to ci niebiescy, Trojanie zostali przybrani w czerwień. Takie kolory dominują w ich zniszczonych przez wojenne lata kostiumach; według tych barw zaaranżowane jest też przepołowione pole gry. W obozie greckim stoi parę zdezelowanych namiotów, zaś Troja to kilka ustawionych na podwyższeniu, zniszczonych krzeseł. Na najwyżej położonym tronie siedzi zdziecinniały Priam (Ewa Worytkiewicz), który nie rozpoznaje nawet własnego syna. Nic już w tej wojnie nie zależy od niego i będzie wystarczyło postawić przed nim konika-zabawkę, żeby otworzył bramy miasta. Jego vis-à-vis nie jest raczej niezbyt potężny Agamemnon (Jakub Gąsowski), tylko próżny Achilles (Szymon Owczarek), którego najbardziej zajmuje dupczenie się z kochankiem Patroklesem (Jakub Kordas). Doprowadza to do frustracji towarzyszy broni – jakże niestety znajomym widokiem jest niewielka manifestacja z okrzykiem na ustach „Stop pedały!”. Wystawiając go na pośmiewisko, postanawiają zmusić herosa do walki. Historia jednak toczy się tak jak od wieków i Achilles pokonuje próbującego postępować właściwie Hektora (Aleksander Kazimierczak). Chociaż nie musi przy tym kiwnąć nawet palcem – wyręcza go dzika, rozwścieczona, upiorna horda.

fot. Karolina Jóźwiak

Lecz ten pisany z wielkiej litery Mit stanowi dla Dudy-Gracz jedynie pretekst do przyjrzenia się przede wszystkim groteskowym postaciom. Wieloletnie, bezsensowne oblężenie doprowadziło obie strony konfliktu do upadku. Parys (Konrad Szymański), jeśli nawet kiedyś kochał głupawą Helenę (Klaudia Kulinicz), teraz chce już tylko, żeby podawała mu jedzenie. Tanecznica (Katarzyna Gałązka), kiedyś artystka, aktualnie kupczy swoim ciałem i ma jak najbardziej gówniane zdanie o świecie. Zbierająca złom z pola bitwy Kressyda (Kamila Brodacka) oddaje się każdemu, chociaż powtarza, że to ten pierwszy i jedyny. Natomiast wobec miernoty Greków szansę by stać się bohaterem dostaje Ajaks (Marcin Franc), wymachujący mieczykiem, przerośnięty dzieciak w pielusze, który nie ma pojęcia, czego może od niego chcieć jednocześnie piskliwa i wyzywająca Pazyfae (Vanessa Aleksander)…

Wśród jednako zdegenerowanych najeźdźców i obrońców miasta najbardziej pomiatanym jest Terystes (Karol Biskup). Wyzywany od „murzynów” i „czarnuchów” staje się figurą obcego, którego reakcją na płynącą z każdej strony pogardę, jest nienawiść. Uważany za postać niezdolną do myślenia, próbuje przetrwać pod przykrywką fałszywej służalczości. Prawdziwe oblicze odsłania tylko raz. Kiedy Fortuna obdarza go uczuciem, postanawia ją upodlić, biorąc na smycz i przyprawiając czarne usta. Nie mamy do czynienia z „miłym dzikusem”. Duda-Gracz pokazuje, że ten najbardziej prześladowany i zaszczuty prędzej odgryzie wyciągniętą przyjaźnie dłoń niż ją przyjmie. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa równo po obu stronach.

W głębi ciemnego lasu

Pozwalam sobie nawiązać w podtytule do pierwszych wersów Boskiej komedii [1] ponieważ Pinokio (Lara Marcuzzi) – przybysz do Wolnej Republiki Marionetek – odróżnia się od pozostałych nie tylko długim nosem i trochę ciemniejszym strojem, ale i językiem, w którym mówi. Okazuje się, że to nie cudzoziemiec z wrogiego kraju, a postać pochodząca z przeszłości. Styl dolce stil nuovo, którym się posługuje, został w tej krainie dawno zapomniany, ale dla włoskojęzycznych widzów trudno oddać go czytelniej niż poprzez cytaty z dzieła Dantego. Studenci z Włoch zaprezentowali wręcz manifestacyjną wypowiedź o kraju, w którym nie ma miejsca na odmienność i każdy przekraczający jego granicę musi się upodobnić do reszty. Gdzie jednostka nie ma szans wobec siły grupy.

Maszyna Pinokia (Nie Jesteś Jednym z Nas) to przykład czerpania z rodzimej tradycji i jej twórczego przetworzenia. Wyciągając łatwo rozpoznawalną postać z baśni Collodiego oraz charakterystyczną, biało-czarną kolorystykę kostiumów i maski kojarzone z komedią dell’arte zbudowano prostymi środkami świat, który można szybko rozpoznać. Jednocześnie reżyser Paolo Alessandri wypełnił go dynamiczną, nadającą rytm muzyką wykonywaną na żywo (werbel + przesterowane ukulele) i żywiołową choreografią, co sprawia, że każdy z ośmiorga aktorów ma cały czas zadanie do wykonania. W tym pędzie udało się jednak nie zgubić myśli. Mimo podawania tekstu w języku angielskim w chwilami karkołomnym tempie, wzajemnego przekrzykiwania się i kolejnych krótkich układów ruchowych główny temat pozostał czytelny: spójrzcie na świat, gdzie nie chcemy mieć do czynienia z innymi od nas i pomyślcie. Wolna Republika Marionetek jest „wolna” jedynie z nazwy. To miejsce gdzie nie ma znaczenia własna twarz, tylko ujednolicająca maska. Zwyczajne marzenie o wspólnej zabawie przemienia się w rozgrywkę, w której konsekwentnie wytyka się Pinokiowi jego inność. Postawiony sam wobec zdecydowanej i myślącej jednakowo wspólnoty musi przegrać i ostatecznie przegrywa, zasypiając na wieczność.

fot. Karolina Jóźwiak

Jest to niecodzienny finał jak na przedstawienie przeznaczone również dla młodszych (powyżej dwunastego roku życia) widzów. Nie ma szczęśliwego zakończenia historii. Pinokio gaśnie z kołysanką Twinkle, twinkle, liitle star śpiewaną a cappella w tle, otoczony przez dotychczas wrogą mu grupę. Aktorzy są bez masek. Zabawa już się skończyła, lecz jej efekt jest jak przestroga. Może to i nieco naiwne, ale takie są prawa baśniowych opowieści. Nie było potrzeby jednoznacznych odniesień do konkretnych sytuacji czy osób, żeby wiedzieć, że studenci z Włoch opowiadają też o swojej ojczyźnie – gdzie wobec niestabilnych rządów cały czas mocny głos ma skrajna prawica, która nie chce wpuszczać obcych. Sprawa imigrantów dzieli opinię publiczną (nie tylko zresztą tam), przy czym przedstawienie z rzymskiej Akademii Teatralnej „Sofia Amendolea” jest zdecydowanym głosem przeciwko zamykaniu się na inność. W świecie pozbawionym różnorodności nie może udać się żadna zabawa.

W takim świecie zapewne trzeba by zamknąć artystki z grupy Hurt Luster. W krótkiej, improwizowanej rozgrzewce przed oficjalnym rozpoczęciem ITSelFu Joanna Pawluśkiewicz, Aleksandra Markowska i Marta Iwaszkiewicz przedstawiły scenki, w których córka truje partnerkę matki, ojciec próbuje zbić interes na zakompleksionej córce-wokalistce, a młoda dziewczyna spotyka się ze starszymi mężczyznami, do których zwraca się bezwiednie „tato”… Tutaj też przyglądano się różnym wyobrażeniom co to znaczy „normalność”, ale z przymrużeniem oka. Niektórym przydałaby się taka lekka lekcja zdrowego dystansu.

Czy temat podziałów oraz rosnących w umysłach i w rzeczywistości murów okaże się jednym z wiodących w przedstawieniach tegorocznej edycji czy to tylko zbieg okoliczności? Pełną odpowiedź będzie można zaryzykować dopiero ósmego października.

fot. Karolina Jóźwiak

Przypisy:

1. „W życia wędrówce, na połowie czasu, / Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, / W głębi ciemnego znalazłem się lasu”. D. Alighieri, Boska komedia, Piekło, Pieśń I, 1, przeł. E. Porębowicz.

Jan Karow