Wszyscy jesteśmy terrorystami

O spektaklu „Terroryzm” z Akademii Sztuk Teatralnych w Bańskiej Bystrzycy – Wydział Teatralny pisze Paulina Uryszek
Wszyscy jesteśmy terrorystami

Będąc istotą społeczną, człowiek został niejako zmuszony do życia między innymi ludźmi. Statystyki migracyjne z wielkich miast do odludnych miejscowości i z powrotem, na przestrzeni lat zakreślają koło. Jakby nawet – zdawałoby się – indywidualna decyzja o przestrzeni, w której chcemy żyć, wpisywała się tylko w powtarzalny wzór problemów społecznych, dając nam pozór samorządności. Tak stwierdza jeden z niedoszłych pasażerów samolotu: „Wybór to lipa, sztuczny problem! O wszystkim już za nas zdecydowali”.

W „Terroryzmie” w reżyserii Richarda Sanitra żyjemy pod nieustanną presją społeczną. Gdy słyszymy „terrorysta”, nasuwają się dosyć oczywiste skojarzenia. Zamachy, bomby, zabójstwa na wielką skalę. W naszych wyobrażeniach zawsze jest to ktoś obcy, daleki. Słowacki spektakl poszerza nam sens tego słowa, stawiając niewygodne pytania. Bo kto nigdy nie był świadkiem mobbingu w pracy? Kto nie czuł się skrępowany więziami rodzinnymi? Kto nie przyzwolił cicho na objawy psychicznego znęcania się, uznając to za normę?
W tej historii jesteśmy świadkami codziennych sytuacji, które równocześnie
podszyte są strachem i przemocą. Kobieta wyładowuje swoją frustrację na kochanku („Miałam po prostu zły humor, więc chciałam popsuć i twój”), a on w odwecie przekracza granicę seksualnej zabawy, wiążąc i zniewalając partnerkę wbrew jej woli. Babcia boi się być wykorzystana przez swoją córkę i zięcia, który nią manipuluje. Mnóstwo ludzi zmuszonych jest do zmiany swoich planów z powodu dowcipnisia, który zostawił na lotnisku pustą walizkę.
Clou przedstawienia zawarte jest w przemowie starszego rangą żołnierza. Terror to nie pojedyncze zdarzenie, ale reakcja łańcuchowa. Zostawia w nas ślad nawet, gdy tylko o nim słyszymy. I nieświadomie wciąż przekazujemy go dalej.

Jednakże wszystkie te konkluzje wysnuć można z samego dramatu rosyjskich braci Presniakow. W swojej inscenizacji Sanitra nie zdecydował się ani na dodanie własnych przemyśleń, ani na próbę spojrzenia na dramat z nowej perspektywy. Aktorzy grają w sposób komediowy, przerysowując humor zawarty w tekście do granic możliwości. Być może założeniem było, że groza wydarzeń stanie się bardziej dosadna, kiedy zostanie ubrana w zabawną otoczkę. Gdy jest niemal niewidoczna, jak w życiu codziennym, nasza świadomość ją odrzuca. Skutkuje to jednak dość powierzchownym spojrzeniem na tytułowy temat spektaklu i odwróceniem od niego uwagi.

Tym, co najciekawsze okazała się minimalistyczna, lecz zaskakująca scenografia, zmieniająca się poprzez rysowanie kredą po podłodze i stojących z tyłu sceny kilku szkolnych tablicach. Musiało to wymagać wielu ćwiczeń i dobrego zgrania artystów, by po każdym akcie sprawnie i wyraźnie stworzyć na oczach widzów nową przestrzeń do gry. Jednak nie jest to dobry znaki, gdy najciekawszym elementem spektaklu jest to, co dzieje się pomiędzy scenami, zamiast w ich trakcie.

Niemniej pokaz Wydziału Teatralnego Akademii Sztuk z Bańskiej Bystrzycy był zabawny, minimalistyczna przestrzeń i nieliczne rekwizyty świadczą o dobrej umiejętności ogrania sceny przez aktorów. Szkoda jednak niewykorzystanej szansy w przedstawieniu tej historii, która rzuca niecodzienne światło na wyjątkowo współczesny, obecny w powszechnej świadomości problem terroryzmu.

Terroryzm, fot. Marta Ankiersztejn