Slapstrip

O spektaklu „Trip” z Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie – Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku pisze Karol Adamowicz
Slapstrip

Trip” to krótka forma w estetyce niemych filmów z Charliem Chaplinem. Jak sygnalizuje tytuł, jest inscenizacją wycieczki.

Dwóch znajomych – jeden w berecie, grubych okularach i golfie à la Foucault; drugi w jaskrawych dzwonach rodem z lat siedemdziesiątych – spotykają się, piją i wsiadają do samochodu. Szaleńcza jazda kończy się wypadkiem i uśmierceniem innego uczestnika ruchu. Panowie po próbie reanimacji umieszczają ciało w bagażniku. Później uciekają przed policją, kończy im się paliwo i wreszcie zabijają policjanta. Jego także zabierają ze sobą w ustronne miejsce i wraz z poprzednią ofiarą zakopują. Tymczasem dochodzi między nimi do sprzeczki, w konsekwencji do bójki i bilateralnego morderstwa. Na ekranie, który rozpoczynał spektakl wyświetleniem odliczania, jak w starych filmach, teraz pojawia się wizja bohaterów strąconych do piekła i napis: „The End”.

Scenografia jest oszczędna. Poza wspomnianym ekranem na scenie stoją jeszcze dwa kubiki. Wszystkie inne elementy przestrzeni są stwarzane przez światło, dźwięk i ekspresję ciał aktorów. Akcja płynie wartko i intensywnie. Nie było w zasadzie momentu bezruchu. Aktorom należą się słowa uznania za ogromną sprawność warsztatową.

Zupełnie slapstickowy pokaz studentów Wydziału Lalkarskiego Akademii Teatralnej uważam za udany, nie dlatego, abym był miłośnikiem bądź znawcą slapsticku i pantomimy. Spektakl był prosty, zabawny, bezrefleksyjny i bezpretensjonalny. Taki teatr też jest potrzebny i miłe widziany, o czym dały znać owacje na stojące od studentów innych europejskich szkół teatralnych.

Trip, fot. Bartek Warzecha