Odległość szeptu
O spektaklu „Rytuał” z Uniwersytetu Soore w Teheranie pisze Agata Tomasiewicz

Odległość szeptu

Reprezentanci teherańskiego Uniwersytetu Soore goszczą na Festiwalu iTSelF po raz trzeci. Dwa lata temu publiczność miała okazję zobaczyć spektakl „Śniąc śmierć w śniegu” w reżyserii Jabera Ramezaniego – obraz egzystencjalnego uwiądu, w niezwykle przemyślany sposób operujący ciężarem scenicznej ciszy. W podobnym klimacie utrzymany jest „Rytuał”, choć oczywiście nazbyt uproszczone porównanie wyrządziłoby szkodę obydwu przedstawieniom. Wspólny mianownik stanowi próba dotarcia do rdzenia każdego działania performatywnego – do wrażliwości wykonawcy. Główną – w zasadzie wyłączną – siłą sprawczą „Rytuału” jest aktor. Wszystkie pozostałe środki zostały ograniczone do minimum. Całość rozgrywa się na pustej scenie. Jedyne elementy scenograficzne to taboret i zwisająca z góry żarówka. Wszystkie aktorki ubrane są w zgrzebne czarne kostiumy oraz czadory.

Ramę spektaklu stanowi perska baśń o kobiecie odkrywającej na środku pustyni pałac, a w nim – ciało martwego mężczyzny i siedem ksiąg zawierających klechdy. Szkatułkowa budowa przekazu momentalnie nasuwa skojarzenia choćby z „Księgą tysiąca i jednej nocy”. Ci, którzy spodziewają się Orientu w pigułce, wielobarwnego folkloru tkanego na teatralnych krosnach, mogą wyjść z teatru niepocieszeni. Na spektakl składają się strzępy opowieści, szczątkowe sceny, wręcz „kadry”. Wyimki z baśni przeplatają się z surowym, współczesnym językiem. Aktorki budują przekaz za pośrednictwem śpiewogry, minimalistycznych sekwencji ruchowych, rwanych dialogów i złowieszczych szeptów. Gdzie tkwi siła widowiska? Otóż epicentrum całości stanowi kobiece doświadczenie.

Wykonawczynie tworzą ciało zbiorowe. Postać możnej pani grana jest równocześnie przez pięć aktorek, powtarzających po kolei swoje kwestie. W kontraście do apodyktycznej pani stoi służąca, która w finale buntuje się przeciwko uciskowi. Warto odnotować zmienność konfiguracji ról – w posługaczkę za każdym razem wciela się inna aktorka. Najczęściej poszczególne figury zostają rozpisane na kilka osób. Przykładem niech będzie scena porodu. Każda z artystek wyraża odmienne emocje i stany – jedna jest statycznym rodzącym ciałem, inna krzykiem czy zaciśniętą z bólu pięścią, kolejna staje się grymasem towarzyszącym parciu. Ten prosty zabieg przyczynia się zarówno do uniwersalizacji, jak i indywidualizacji doświadczeń dzielonych przez kobiety; poczucie wspólnoty i jednostkowy wymiar każdego przeżycia nieustannie się przenikają.

Widowisko stanowi silny, choć intymny głos. Pobrzmiewa w nim jednak pewna naiwność wyrażona w drobiazgowej ilustracyjności. Waga opowieści o kobiecie żywiącej pragnienie zostania syreną za cenę utraty głosu (rewers popularnego w zachodniej kulturze schematu baśniowego; „Mała syrenka” to wszak słynny przykład kobiecego rite de passage) złagodzono przez dosłowne zabiegi – nogi zostają sklejone zwykłą taśmą klejącą, wepchnięcie palca w gardło symbolizuje utratę mowy.

Ciemność i światło, lekkość i ciężar; skonfliktowane pierwiastki łączą się w poetyckiej, wyciszonej całości. Opowieści rodem z folkloru obarczone są brzemieniem nieuchronnej śmierci. Baśń i życie dzieli od siebie odległość szeptu.

Rytuał, fot. Bartek Warzecha