Miłość Ci wszystko wybaczy?
O spektaklu „Miłość” z Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie – Filia we Wrocławiu pisze Anna Bajek

Miłość Ci wszystko wybaczy?

Na ścianie widnieje przepisane wielokrotnie zdanie – „zdechniesz w samotności”. Bohaterowie „Miłości” Cezarego Ibera próbują nie dopuścić do zrealizowania się przepowiedni, poszukując bliskości rozumianej na wiele sposobów.

Pierwsza scena przypomina speed dating – pary przedstawiają się sobie, zamieniają parę zdań. Na sygnał zmieniają partnera rozmowy. Następujące kolejno scenki zdradzają poplątaną sieć powiązań między dziesiątką znajomych – w różnych konstelacjach zazębiają się minione romanse, nowe fascynacje, rodzinne kryzysy. Paula (Aleksandra Pałka) informuje partnera Gila (Grzegorz Karłowicz), że jest w ciąży, on natomiast zostawia ją dla modelki Sandry (Katarzyna Janiszewska), która sama siebie nazywa „wyrachowaną, wredną pizdą”. Alkoholiczka Agata (Magdalena Lamża) oddala się od męża Tomka (Jan Kardasiński), a sposobem na zażegnanie kryzysu ma być zamiana partnerów seksualnych z parą znajomych. Weronika (Malwina Brych) mówi o seksie jako czymś nieczystym i przeciwstawia go boskiej miłości, ale gdy odkrywa swoją seksualność, popada ze skrajności w skrajność, przejawiając skłonności sadomasochistyczne. Jej pragnienia zaspokaja Patryk (Jakub Łopatka), brat Mikołaja (Adam Turczyk), homoseksualisty odrzuconego przez ojca i zakochanego w swoim szefie Rekinie (Mateusz Sałajczyk). Ten z kolei jest kumplem Buły (Igor Kowalunas), który planuje kręcić filmy pornograficzne, ale ostatecznie kończy jako alfons zakochany w jednej z prostytutek – Pauli, która zarabia w ten sposób na życie swoje i córki. Koło się zamyka, bo historię tych zagubionych i emocjonalnie połamanych ludzi można zaczynać opowiadać z różnych stron, tak wiele razy ich drogi się przecinają. Dialogi płynnie przeplatają się z choreografiami, które obrazują sceny zazdrości, sytuację trójkątów miłosnych czy fizyczne zbliżenia.

Wrocławscy studenci w niektórych momentach bardzo szybko przechodzą z jednego stanu emocjonalnego w drugi, jak w scenie między Paulą a Gilem. Między wyznaniem miłości przez kobietę, a zupełnie mechanicznym „Możesz usunąć to dziecko?” mężczyzny, pada zaledwie parę zdań. Można traktować taki dialog jako parodię telenoweli albo powoływać się na chęć ukazania absurdalności sytuacji, ale powierzchowne potraktowanie emocji uniemożliwia dyplomantom stworzenie wielowymiarowych postaci. Nie pomaga również scenariusz – język, którym posługują się bohaterowie, zamiast zwracać uwagę na nieumiejętność wyrażania uczuć, raczej bawi nieporadnością i deprecjonuje problemy. Nadużywane wulgaryzmy bardziej śmieszą niż kontrapunktują dramatyzm, czyniąc wiele dialogów niedojrzałymi. Odnosi się wrażenie, że twórcom nie zależało na pogłębianiu psychologii postaci; akcent został przesunięty na fizyczność. W dramacie ważne jest podkreślanie zwierzęcości ludzkich popędów, ale skupienie uwagi głównie na cielesności staje się ważniejsze od tekstu. Dlatego też największym walorem spektaklu są choreografie z tłem muzycznym i różnorodnie wykorzystywanym oświetleniem, co jest wydatnie wsparte przez wysoką sprawność fizyczną studentów.

Przedstawienie składa się głównie ze scen granych dwójkami, z których żadna się wyjątkowo nie wyróżnia. W całym zespole minimalnie na pierwszy plan wysuwa się Malwina Brych, na co między innymi ma wpływ skonstruowanie jej postaci, łączącej w sobie teoretycznie zupełne przeciwieństwa, które dzieli jednak bardzo cienka granica.

Miłość, fot. Bartek Warzecha