Krótki spektakl o…

O spektaklu „Tatarak/Marta” z Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie – Wydział Reżyserii pisze Anna Bajek
Krótki spektakl o…

Karolina Szczypek w spektaklu „Tatarak/Marta” powołała na krótką chwilę do życia „pokój niestworzony do zwierzeń”, o którym Jarosław Iwaszkiewicz wspomina we wstępie do opowiadania „Tatarak”. To jednak w nim autor wysłuchał intymną historię pani Marty, swojej przyjaciółki, a następnie ją spisał. Znajdujemy się w klimatycznym, dusznym salonie wypełnionym roślinami, obrazami, sztalugami. Atmosfera sprzyja wyznaniom. Czas się rozprężył, dialog toczy się powoli. W powietrzu unosi się woń kadzideł i papierosowego dymu. Ona (Ewa Skibińska) wie, że jest nieuleczalnie chora, on (Krzysztof Kumor) przypomina sobie przyjaciela, który utonął. Blisko stąd do śmierci.

Tatarak, plaża, jezioro – z pamięci kobiety wyłania się obraz z przeszłości, wiążący wszystkie te elementy w jedno wspomnienie. Relacjonuje pierwsze spotkanie z Bogusiem (Mateusz Burdach), dwudziestopięcioletnim mężczyzną, pracującym w zarządzie wodnym. W pewnym momencie Marta przestaje opowiadać i staje się bohaterką retrospekcji, rozgrywających się na oczach widzów. Następują ulotne i kontrastujące z początkiem przedstawienia dynamiczne migawki, rozbłyski kilku spotkań. Iwaszkiewicz siedzi w tym czasie z boku, przy publiczności i ogląda. Kim jest? Czy przejął rolę narratora i teraz on opowiada nam to nieswoje wspomnienie wzbogacone o literacką fikcję? Czy może to perspektywa kobiety, a mężczyzna jest tylko jednym z widzów? Do kogo należy ta historia, co stało się pamięcią o tamtych zdarzeniach? Czy pozostało jej choć trochę w spisanych, zapośredniczonych słowach?

Oczywiście, spisałem to wszystko jak literat, uzupełniając, dodając to, co sobie wyobrażałem – i nawet czasami prawem od dawna uświęconym, a w gruncie rzeczy nieumotywowanym zaglądając do wnętrza działających osób” – tak autor pisze na początku opowiadania. To właśnie refleksja nad tym, czym jest scenariusz odgrywany przez postaci, a właściwie aktorów, wydaje się najciekawsza w realizacji studentki reżyserii.

W ostatniej scenie spektaklu zdystansowany Iwaszkiewicz czyta na głos końcowe fragmenty tekstu, tak jakby miał nad nimi pełną władzę. W końcu jest autorem, ubrał (czyje?) emocje w słowa i przyczynił się do zachowania pamięci. Zrozpaczona Marta stoi obok niego i nie zgadza się z wersją wydarzeń, a przede wszystkim z uczuciami, o których słyszy. Próbuje wprowadzić poprawki i przekrzyczeć mężczyznę, ale ten konsekwentnie przytacza zdanie po zdaniu. „Nie pamiętasz, opowiadałam Ci trzy razy, a ty nie pamiętasz” – to ostatnia kwestia kobiety, zamykająca przedstawienie. Wypowiedziana z żalem i rezygnacją.

W ciągu trzydziestu pięciu minut krótkiej etiudy nastąpiła ciekawa zamiana miejsc. Najpierw władzę miała Marta, podchodziła do wspomnień z dystansem, panowała nad emocjami, to była jej historia. Z narratora zmieniła się w postać – kruchą, ulepioną ze strzępów pamięci, śmieszną wśród miotających ją uczuć. W ostatniej scenie stoi zupełnie bezbronna, pozbawiona mocy sprawczej, zaangażowana emocjonalnie. Iwaszkiewicz z postaci staje się autorem, by podtrzymać historię przy życiu. Tylko czyja ona jest?

Tatarak/Marta, fot. Bartek Warzecha